Zastanawiasz się, dlaczego średnia krajowa jest wyższa niż zarobki większości Polaków? W artykule odkryjesz różnice między medianą a średnią krajową, poznasz szokujące dane o realnych zarobkach oraz dowiesz się, które gminy w Polsce oferują najwyższe wynagrodzenia. Przygotuj się na zaskakujące informacje o nierównościach w płacach i dominacji sektora IT!
W 2026 roku dyskusja o wynagrodzeniach w Polsce coraz częściej rozbija się o jedno nieporozumienie. Wielu pracowników porównuje własną pensję do średniej krajowej, choć to mediana wynagrodzeń lepiej opisuje codzienność większości gospodarstw domowych. Różnica nie jest kosmetyczna, tylko realnie wpływa na ocenę poziomu życia.
Mediana wynagrodzeń a średnia krajowa – dlaczego to takie ważne?
Średnia krajowa działa na wyobraźnię, bo jest prosta i wszędzie obecna, ale ma poważną wadę: łatwo ją „podciągają” najwyższe pensje. W danych o wynagrodzeniach w gospodarce narodowej kilka procent bardzo wysokich wypłat potrafi przesunąć przeciętne wynagrodzenie w górę, mimo że większość zatrudnionych tego nie odczuwa. Dlatego w rozmowach o płacach coraz częściej pojawia się mediana wynagrodzeń, która pokazuje wartość środkową. To właśnie mediana odpowiada na pytanie, ile zarabia „typowy” pracownik, a nie najlepiej opłacana mniejszość.
W praktyce różnica między tymi miarami jest w Polsce wyraźna. Skoro mediana wynagrodzeń wynosi 7000 zł, oznacza to, że połowa pracowników dostaje mniej niż ta kwota brutto. Tymczasem średnia krajowa to 9101,56 zł brutto i dla wielu osób brzmi jak standard, choć standardem nie jest. To zestawienie ma znaczenie także przy ocenie dynamiki wynagrodzeń, negocjacjach podwyżek oraz analizie tego, jak inflacja „zjada” realną siłę nabywczą.
Warto podkreślić, że różnica między medianą a średnią nie jest tylko techniczną ciekawostką z raportu GUS. To informacja o strukturze wynagrodzeń i o tym, jak rozkładają się płace w sektorze prywatnym oraz płace w sektorze publicznym. Gdy rozwarstwienie dochodowe rośnie, średnia bywa coraz mniej użyteczna w opisie codziennych decyzji: kredytu, najmu, kosztów dojazdu czy utrzymania dzieci. Wtedy mediana staje się bliższa temu, co większość widzi na pasku wynagrodzeń.
Prawdziwe zarobki Polaków – szokujące dane
Jeżeli ktoś odnosi wrażenie, że „wszyscy wokół” zarabiają mniej niż średnia krajowa, to nie jest to złudzenie. Dane pokazują, że ponad 70 proc. Polaków zarabia mniej niż średnia krajowa wynosząca 9101,56 zł brutto. Taki wynik mówi wprost, że przeciętne wynagrodzenie jest zawyżone przez górny ogon rozkładu płac. W efekcie średnia krajowa bywa bardziej wskaźnikiem kondycji najlepiej opłacanych segmentów rynku niż realnym punktem odniesienia dla większości rodzin.
Jeszcze mocniej widać to w ujęciu „na rękę”, bo to kwota netto decyduje o codziennym budżecie. Połowa polskich pracowników otrzymuje na rękę maksymalnie 5,1 tys. zł miesięcznie, co w wielu miastach oznacza bardzo ograniczoną przestrzeń na oszczędności. Dodatkowo 30 proc. zatrudnionych zarabia na rękę nie więcej niż 4,1 tys. zł, a to już poziom, przy którym podwyżki cen energii, żywności czy najmu są odczuwalne natychmiast. W takiej perspektywie hasło „średnia krajowa” przestaje brzmieć jak coś osiągalnego w typowej pracy.
Ważnym elementem obrazu jest też dolny fragment drabiny płac. 10 proc. polskich pracowników otrzymuje płacę minimalną wynoszącą 4666 zł brutto, co pokazuje, jak duża część rynku pracy opiera się na stawkach blisko ustawowego minimum. To szczególnie istotne w gminach o słabszym rynku pracy, gdzie niewiele branż konkuruje o pracownika. W takich miejscach inflacja może być subiektywnie „wyższa”, bo większa część budżetu idzie na podstawowe wydatki.
Różnice między medianą a średnią krajową
Najprościej ująć to tak: średnia krajowa odpowiada na pytanie „ile wynosi średnia arytmetyczna wypłat”, a mediana na pytanie „ile wynosi środek stawki w populacji”. Gdy wynagrodzenia są nierówno rozłożone, średnia rośnie szybciej niż mediana. W Polsce widać to wyraźnie, bo różnica między medianą a średnią krajową wynosi 23,1 proc.. To duża luka jak na jeden wskaźnik i jeden rynek pracy.
Ta luka ma też konsekwencje komunikacyjne. Jeśli firma ogłasza, że „płaci powyżej średniej”, a kandydat widzi w danych GUS kwotę 9101,56 zł brutto, to oczekiwania płacowe mogą być oderwane od realiów danego regionu, branży czy stanowiska. Z drugiej strony pracownik może czuć frustrację, gdy jego pensja odbiega od średniej, mimo że jest bliska medianie, czyli de facto typowa. To właśnie dlatego analiza wynagrodzeń wymaga patrzenia na kilka miar naraz, a nie na jeden nagłówek.
Żeby uporządkować różnice w odbiorze tych wskaźników, pomocne jest porównanie ich zastosowań w praktyce:
| Wskaźnik | Co opisuje | Kiedy bywa mylący |
| Średnia krajowa (przeciętne wynagrodzenie) | Średnią arytmetyczną wszystkich płac w zbiorze | Gdy niewielka grupa ma bardzo wysokie wynagrodzenia brutto |
| Mediana wynagrodzeń | Wartość środkową, bliższą „typowej” pensji | Gdy chcemy ocenić sytuację w wąskiej grupie, np. tylko w IT lub tylko w dużych miastach |
| Płaca minimalna | Dolny próg wynagrodzeń na etacie | Gdy porównuje się ją bezpośrednio do mediany w zamożnych regionach |
W praktyce najlepiej używać tych danych łącznie, bo dopiero zestawienie mediany, średniej oraz udziału płacy minimalnej pokazuje, czy rynek jest spłaszczony, czy rozciągnięty. Taka perspektywa pomaga też ocenić, czy wzrost wynagrodzeń jest powszechny, czy dotyczy głównie wybranych branż i stanowisk. Dzięki temu rozmowa o płacach staje się mniej emocjonalna, a bardziej osadzona w realiach. I właśnie na tym polega wartość miar odpornych na skrajności.
Jakie są realne zarobki Polaków?
W codziennym życiu najważniejsze jest to, co zostaje po potrąceniach, dlatego dane o wynagrodzeniach netto tak mocno działają na wyobraźnię. Skoro połowa pracowników dostaje na rękę maksymalnie 5,1 tys. zł, to w wielu gospodarstwach domowych jedna pensja nie wystarcza na komfortowe utrzymanie, zwłaszcza w większych miastach. Nie chodzi nawet o luksus, tylko o stabilność: możliwość odłożenia pieniędzy, zaplanowania urlopu czy wymiany sprzętu bez kredytu. Wysokie koszty stałe sprawiają, że różnice płacowe są odczuwalne bardziej niż wynikałoby to z samych kwot brutto.
Równie wymowne jest to, że 30 proc. zatrudnionych zarabia na rękę nie więcej niż 4,1 tys. zł. To poziom, przy którym budżet bywa napięty, a nieprzewidziany wydatek natychmiast wymusza rezygnacje w innych obszarach. W takich realiach „średnia krajowa” zaczyna funkcjonować jako abstrakcja, a nie punkt odniesienia. Wzmacnia to poczucie, że statystyki opisują inną Polskę niż ta, w której żyje większość.
Na drugim biegunie widać górne decyle wynagrodzeń, które podnoszą przeciętne wynagrodzenie. 10 proc. najlepiej zarabiających mężczyzn otrzymuje co najmniej 14 715 zł brutto, a 10 proc. najlepiej zarabiających kobiet zarabia minimum 14 084 zł brutto. Te kwoty pokazują, że elita płacowa jest wyraźnie oddzielona od mediany. Jednocześnie różnica między płciami w górnych widełkach nadal istnieje, co w wielu branżach przekłada się na negocjacje, awanse i dostęp do najwyżej opłacanych ról.
Warto też zauważyć, że rozwarstwienie dochodowe nie jest jedynie kwestią indywidualnych kompetencji. Dużo zależy od tego, czy w okolicy działają duzi pracodawcy, czy dominuje sektor usług niskopłatnych, oraz jak wygląda struktura zatrudnienia w regionie. Tam, gdzie rynek pracy jest wąski, płaca minimalna staje się częstym punktem odniesienia, a presja płacowa jest ograniczona. W takich warunkach nawet niewielka różnica w wynagrodzeniach brutto może przesądzać o tym, czy domowy budżet się dopina.
Najlepiej zarabiające gminy w Polsce
Gdy schodzimy z poziomu kraju do poziomu gmin, geograficzne nierówności stają się wyjątkowo widoczne. To nie jest już różnica między branżami, ale między miejscami, w których ludzie mieszkają i pracują. Dane pokazują, że tylko 5 gmin z 2500 w Polsce ma medianę wynagrodzeń na poziomie średniej krajowej. Taki wynik mówi, jak rzadko zdarza się, by „typowa” pensja w gminie dorównywała przeciętnemu wynagrodzeniu w kraju.
W praktyce oznacza to, że mapa wynagrodzeń w Polsce jest mocno skoncentrowana. Tam, gdzie funkcjonują duże zakłady, przemysł o wysokiej wartości dodanej albo silne zaplecze usług specjalistycznych, mediana rośnie. Tam, gdzie dominuje praca sezonowa, drobne usługi lub małe firmy o niskich marżach, mediana pozostaje blisko minimum. Różnice płacowe przybierają więc postać „wysp” wysokich zarobków otoczonych obszarami znacznie słabszymi.
Warto podkreślić jeszcze jeden wymiar: w gminach o wysokich płacach rosną też ceny usług i nieruchomości, więc sama wysokość zarobków Polaków nie zawsze przekłada się wprost na komfort życia. Mimo to mediana w gminie jest bardzo dobrym wskaźnikiem tego, jak silny jest lokalny rynek pracy i jaką ma siłę przetargową pracownik. Dlatego porównania między gminami są tak istotne w analizie wynagrodzeń.
Gmina Jerzmanowa
W zestawieniach lokalnych zdecydowanie wyróżnia się gmina Jerzmanowa. To właśnie tam odnotowano najwyższą medianę wynagrodzeń w Polsce – 9720 zł, co już samo w sobie pokazuje skalę przewagi nad wieloma innymi gminami. Taka mediana oznacza, że połowa pracowników w tej gminie zarabia co najmniej tyle, a więc mówimy o wysokim poziomie „typowej” pensji, a nie o pojedynczych rekordach. To ważne rozróżnienie, bo w wielu miejscach wysokie średnie wynikają z wąskiej grupy bardzo dobrze opłacanych stanowisk.
Jerzmanowa jest też dobrym przykładem tego, jak lokalna struktura zatrudnienia potrafi budować przewagę płacową. Tam, gdzie istnieje duży pracodawca lub grupa firm płacących ponadprzeciętnie, wynagrodzenia brutto rosną w całym otoczeniu, bo firmy konkurują o pracowników. Z czasem wpływa to na rynek usług, oczekiwania płacowe i standardy zatrudnienia. W efekcie mediana w gminie staje się bardziej odporna na wahania niż średnia, bo obejmuje szeroką część zatrudnionych.
Najwyższa mediana wynagrodzeń w Polsce – 9720 zł w gminie Jerzmanowa – pokazuje, że lokalny rynek pracy potrafi wyraźnie odrywać się od krajowej „typowości”.
Gdzie znajdują się inne gminy z wysokimi zarobkami?
Wysokie mediany wynagrodzeń nie pojawiają się przypadkiem i rzadko są równomiernie rozłożone. Z danych wynika, że w regionie krakowskim kształtuje się trzecie zagłębie bogactwa w Polsce, co dobrze pasuje do obserwacji o koncentracji lepiej płatnych usług, centrów biznesowych oraz części branż technologicznych. W takich obszarach częściej spotyka się stanowiska specjalistyczne, a to podnosi medianę, nawet jeśli koszty życia również rosną. W praktyce oznacza to, że geografia wynagrodzeń w Polsce jest mocno powiązana z tym, gdzie lokuje się kapitał i wysoko płatne miejsca pracy.
Jeżeli ktoś próbuje ocenić własną sytuację, porównując się do gmin „z górki”, łatwo o błędne wnioski. Porównywanie wynagrodzeń bez uwzględnienia lokalnego rynku pracy, dojazdów i dostępnych branż prowadzi do frustracji albo do niepotrzebnych decyzji o zmianie pracy. Zamiast tego lepiej sprawdzić medianę w swoim powiecie lub województwie i zestawić ją z branżą. Dopiero wtedy widać, czy problemem są różnice płacowe w zawodzie, czy raczej geograficzne nierówności.
W analizie lokalnej przydaje się też lista czynników, które najczęściej stoją za wysokimi medianami w gminach, bo pozwala zrozumieć mechanizm, a nie tylko ranking:
- obecność dużych pracodawców oferujących wynagrodzenia powyżej lokalnej normy,
- koncentracja specjalistycznych usług i stanowisk eksperckich,
- silne powiązania komunikacyjne z dużymi ośrodkami miejskimi,
- udział branż o wysokiej wartości dodanej, w tym technologii i finansów,
- rywalizacja firm o pracownika, która podnosi widełki płacowe w całej okolicy.
To zestawienie nie wyczerpuje całego tematu, ale dobrze pokazuje, dlaczego „bogate gminy” zwykle mają wspólny mianownik. Jednocześnie widać, że sama liczba mieszkańców nie jest decydująca, bo liczy się struktura zatrudnienia i rodzaj pracy dostępnej na miejscu. Dlatego w debacie o wynagrodzeniach w Polsce tak często wraca pytanie o to, gdzie powstają dobrze opłacane miejsca pracy i kto ma do nich realny dostęp. A to już bezpośrednio łączy się z mobilnością, edukacją i polityką rozwoju regionów.
Najniższe zarobki w Polsce – gdzie życie jest najtrudniejsze?
Na drugim końcu skali znajdują się gminy, w których wynagrodzenia są tak niskie, że mediana ledwo odrywa się od ustawowego minimum. Dane wskazują, że najniższe zarobki w Polsce występują w gminach, gdzie mediana wynagrodzeń ledwo przekracza płacę minimalną. W takich miejscach nawet pełny etat nie zawsze daje poczucie stabilności finansowej, szczególnie gdy gospodarstwo domowe utrzymuje się z jednej pensji. To również obszary, w których podwyżki cen podstawowych usług najmocniej uderzają w codzienne decyzje.
Różnica między najlepiej i najgorzej opłacanymi gminami jest na tyle duża, że działa jak bariera rozwojowa. Skoro przepaść między najlepiej a najgorzej zarabiającą gminą wynosi ponad 4400 zł w medianie wynagrodzeń, to mówimy o różnicy, której nie da się „nadrobić” drobnymi oszczędnościami. To różnica w możliwościach: w jakości mieszkań, dostępie do prywatnych usług, w kosztach dojazdów i w tym, czy da się budować poduszkę finansową. W efekcie rozwarstwienie dochodowe zaczyna mieć wymiar terytorialny.
W dyskusjach o niskich płacach często pojawia się przykład miejscowości, które nie mają silnego pracodawcy i tracą młodych ludzi. W takich warunkach rynek pracy jest mniej konkurencyjny, a płace rosną wolniej, bo brakuje presji ze strony firm walczących o kadry. Gdy dodatkowo lokalna gospodarka opiera się na usługach o niskiej marży, przestrzeń do podnoszenia wynagrodzeń brutto jest ograniczona. Wtedy płaca minimalna staje się punktem odniesienia dla wielu stanowisk, a mediana pozostaje niska.
Do tego dochodzi fakt, że w wielu gminach o niskich płacach trudniej o zmianę pracy bez przeprowadzki lub dojazdów. Koszt dojazdu, czas i dostępność transportu publicznego potrafią „zjeść” część zysku z wyższej pensji w sąsiednim mieście. W praktyce oznacza to, że geograficzne nierówności utrwalają się, bo mobilność nie jest darmowa. Gdy ktoś słyszy w mediach o średniej krajowej, a jego gmina żyje przy granicy minimum, dysonans staje się codziennym doświadczeniem.
Sektor IT nadal królem wynagrodzeń
W polskich danych o płacach wciąż widać branże, które odrywają się od reszty rynku, a na czele często stoi technologia. Zestawienia pokazują, że najwyższa mediana wynagrodzeń w sektorze IT wynosi 11 778 zł. To mocny sygnał, że wynagrodzenia w branży technologicznej są w stanie podnosić nie tylko średnie, ale też mediany, czyli „typową” pensję w obrębie sektora. W praktyce IT staje się punktem odniesienia dla specjalistów także w innych branżach, bo wpływa na oczekiwania płacowe na rynku.
Warto jednak uważać na uproszczenia. IT nie jest jednolite: inne stawki dotyczą wsparcia technicznego, inne programowania, a jeszcze inne obszarów takich jak analiza danych czy bezpieczeństwo. Różnice płacowe wynikają z poziomu specjalizacji, odpowiedzialności oraz tego, czy praca jest bliżej produktu, czy bliżej utrzymania. Dlatego sama informacja o wysokiej medianie w IT nie powinna być traktowana jako obietnica, tylko jako sygnał o silnej segmentacji rynku.
Wysokie płace w technologii mają też dodatkowy efekt: wzmacniają różnice między regionami, bo lepiej płatne role częściej koncentrują się w większych ośrodkach lub w miejscach, gdzie działają centra usług. Tam, gdzie IT jest obecne w większej skali, rośnie też konkurencja o talenty, a to potrafi podnosić wynagrodzenia w Polsce również w rolach okołotechnologicznych. Jednocześnie w gminach bez takiego zaplecza różnica między medianą a średnią krajową bywa jeszcze bardziej dotkliwa. Właśnie dlatego sektor IT tak mocno „ciągnie” statystyki wynagrodzeń.
Geografia nierówności – tylko 0,2 proc. gmin powyżej średniej
Najbardziej wymowna liczba w całej dyskusji o mapie płac mówi o skali koncentracji. Dane wskazują, że zaledwie 0,2 proc. gmin w Polsce ma medianę wynagrodzeń powyżej średniej krajowej. To oznacza, że w ogromnej większości gmin „typowa” pensja nie dobija do poziomu przeciętnego wynagrodzenia z nagłówków. Innymi słowy, średnia krajowa jest dla gmin raczej wyjątkiem niż normą.
To również tłumaczy, dlaczego średnia arytmetyczna wynagrodzeń nie oddaje rzeczywistości większości Polaków. Jeżeli typowe wynagrodzenia w gminach są niższe, a tylko nieliczne miejsca przebijają średnią, to statystyka ogólnokrajowa może brzmieć lepiej niż codzienność. W konsekwencji rośnie napięcie między przekazem publicznym a doświadczeniem pracowników. W 2026 roku, gdy koszty życia są tematem stałym, takie rozbieżności są szczególnie widoczne.
Jeśli ponad 70 proc. pracowników jest poniżej średniej krajowej, to znaczy, że „przeciętne wynagrodzenie” nie jest przeciętnym doświadczeniem większości.
Żeby lepiej zrozumieć, jak geografia wpływa na rozkład płac, warto spojrzeć na to jak na układ naczyń połączonych: praca, dojazdy, dostępność pracodawców i struktura branż. Tam, gdzie jest wiele firm i różnorodne stanowiska, rośnie presja na podnoszenie stawek. Tam, gdzie rynek jest wąski, a wybór pracy ograniczony, płace rosną wolniej i częściej oscylują wokół minimum. To właśnie w takich miejscach rozwarstwienie dochodowe ma najbardziej namacalny wymiar.
W codziennej analizie wynagrodzeń przydaje się kilka pytań, które pozwalają ocenić sytuację bez ulegania iluzji średniej. Chodzi o proste sprawdzenie, czy problem tkwi w branży, regionie, czy w modelu zatrudnienia, a pomocna bywa następująca sekwencja:
- Porównaj własne wynagrodzenie brutto i netto do median wynagrodzeń, a dopiero potem do średniej krajowej.
- Sprawdź, czy w Twojej okolicy dominuje sektor prywatny czy płace w sektorze publicznym, bo struktura zatrudnienia zmienia rozkład płac.
- Oceń, jaki udział na lokalnym rynku ma płaca minimalna, bo duża koncentracja przy minimum zwykle zaniża medianę.
- Zestaw dane z kosztami życia i dojazdami, bo geograficzne nierówności nie kończą się na samych stawkach.
- Jeśli pracujesz w branży o dużych różnicach płacowych, porównuj się do widełek dla stanowiska, a nie do ogólnej średniej.
Taka perspektywa pozwala zobaczyć, że temat wynagrodzeń w Polsce jest jednocześnie ekonomiczny i lokalny. GUS dostarcza liczb, ale dopiero ich interpretacja w kontekście gmin, branż i struktury wynagrodzeń pokazuje, dlaczego tyle osób czuje, że „średnia krajowa” ich nie dotyczy. Gdy spojrzy się na medianę, udział płacy minimalnej i różnice płacowe, obraz staje się znacznie bliższy temu, co ludzie widzą w portfelu. A to właśnie ta perspektywa jest najbardziej użyteczna w rozmowach o pracy i płacach.
Co warto zapamietać?:
- Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 7000 zł brutto, podczas gdy średnia krajowa to 9101,56 zł brutto, co wskazuje na znaczną różnicę w postrzeganiu wynagrodzeń.
- Ponad 70% Polaków zarabia mniej niż średnia krajowa, co podkreśla, że przeciętne wynagrodzenie nie odzwierciedla rzeczywistości większości pracowników.
- Połowa pracowników otrzymuje na rękę maksymalnie 5,1 tys. zł miesięcznie, co ogranicza ich możliwości oszczędzania i stabilności finansowej.
- Różnica między medianą a średnią krajową wynosi 23,1%, co wskazuje na nierównomierne rozłożenie wynagrodzeń w Polsce.
- Jedynie 0,2% gmin w Polsce ma medianę wynagrodzeń powyżej średniej krajowej, co ilustruje geograficzne nierówności w wynagrodzeniach.